REPUBLIKA BEZALKOHOLOWA

Republika Bezalkoholowa na szczycie ONZ

IMG_3186główne

Pierwsza zagraniczna wizyta reprezentanta Republiki na forum Organizacji Narodów Zjednoczonych wywoła w kraju sporą wrzawę i pozwoliła z przytupem zaistnieć Bezalkoholowianom na arenie międzynarodowej, choć w stylu, o którym chcieliby jak najszybciej zapomnieć.

Władze państw pokroju Republiki Bezalkoholowej mają ten przywilej, że opinia międzynarodowa rzadko poświęca im swoją czcigodną uwagę. Nawet gdyby w kraju działy się dantejskie sceny, mało kto z zagranicznych dyplomatów, nie mówiąc już o politykach i dziennikarzach, będzie się trapił ich losem. Do tej pory rządzący Republiką sumiennie korzystali z tego prawa ignorancji nie zaprzątając sobie głowy tym, co okazjonalnie mówi się o nich na zagranicznych salonach.

Nie dziwi więc, że tutejsi obywatele z otwartymi ustami przyjęli wiadomość, że Pomodoro i jego świta zgłosili akces Republiki Bezalkoholowej do struktur Organizacji Narodów Zjednoczonych. Upłynie jeszcze sporo wody nim słowo ciałem się stanie, jeśli w ogóle do tego dojdzie, ale maszyna ruszyła, wnioski zostały wysłane, a pierwsza wizyta na forum ONZ stała się faktem. Tradycją jest, że aplikujące do Organizacji kraje mają prawo do zaprezentowania się na jednym ze szczytów. Tego zaszczytu dostąpiła też Republika Bezalkoholowa, która na spotkanie wysłała kwiat swojego narodu – Pomodoro, jego konkubinę Virgin Sex on the Beach i kilka zgrabnych hostess to obsługi gości na stoisku reklamującym krajową kulturę. On miał mówić i obiecywać, ona wyglądać i robić transmisję life na Facebooku. W rzeczywistości reprezentacja mogła być dużo szersza, ale Pomodoro chciał zbić na tej wizycie kapitał polityczny i nie dopuścił do tego, by w relacjach z tego wydarzenia pojawiały inne twarze poza wspomnianą dwójką.

Jedynie kilkuosobowa reprezentacja musiała lecieć wojskowym Horculesem, gdyż głowa delegacji kazała zapakować tyle piwa bezalkoholowego na swoje stanowisko promocyjne, na ile tylko pozwoli udźwig maszyny. – „To ludzie jak wszyscy inni. Kupimy ich obietnicami i gadżetami” – myślał Pomodoro ładując do samolotu kolejne zgrzewki tego, czym ojczyzna bogata.

Najlepsze gatunki piwa bezalkoholowego na stosiku Republiki nie pomogły jednak uniknąć kompromitacji. Niektóre zachowania Pomodoro i jego wybranki nie były nawet przewidziane w zbiorze praw Murphy’ego. Na miejscu okazało się, że nikt z wysłanników delegacji nie włada językiem, którym mogliby się porozumieć z obsługą lotniska. Virgin, która wzięła sobie polecenie relacjonowania nazbyt poważnie, udostępniła film, w którym pierwsza głowa republiki tłumaczy na migi celnikom, kim jest i zarzeka się, że całym samolocie nie ma nawet procenta alkoholu. Samo spotkanie to już kawalkada faux-pas. Tabloidy na całym świecie okrzyknęły Virgin Joanną d’Arc XXI wieku, kiedy paradująca w kusej sukience próbowała zrobić sobie selfie z ajatollahem. Gromy ze strony agentów Secret Service padły też na Pomodoro, kiedy to ten w kuluarach zstąpił na pierwszy stopień do piekła osobiście sprawdzając, czy fryzura nowo wybranego najpotężniejszego człowieka świata jest prawdziwa czy jednak doklejana, co w kampanii sugerowały media wspierające kandydatkę demokratów. Gromkie salwy śmiechu przetoczyły się przez salę plenarną, kiedy to Pomodoro wdał się w emocjonalną polemikę z ambasadorem San Escobar, po tym jak ten pierwszy w jednym ze swoich rubasznych żartów stwierdził, że takie państwa mogą być jedynie wynikiem przejęzyczenia.

 

Przysłowie mówi, że dobrymi chęciami jest piekło wybrukowane, co idealnie obrazuje cały pomysł o dołączeniu do grona członków ONZ. Miał być szacunek nie tylko ludzi ulicy, a wyszła PR-owa katastrofa. Miały być okładki krajowych dzienników, a są czołówki tabloidów na całym świecie. Miało być cywilizacyjne wyjście z cienia, a jest przypięta łatka słabego kabaretu (choć są nawet tacy, którzy twierdzą, że cały występ był tak tragiczny, że aż ustawiony jak walka Popka z Pudzianem). Czy coś w tym dramacie udało się ugrać? Owszem! Ogromnym powodzeniem cieszyło się stoisko kandydata. Początkowo światowi dyplomaci kręcili nosem na wiadomość, że w butelkach nie czają się procenty, jednak po spróbowaniu kilku gatunków piwa bezalkoholowego nie potrafili się nachwalić przyjazdu gości. Stoisko stało się jedyną kartą przetargową Pomodoro, który na odchodne obiecał wszystkim głosującym za przyjęciem Republiki najlepsze piwo bezalkoholowe w nieograniczonych ilościach. Na tę wiadomość, Organizacja zgodziła się ponownie rozważyć członkostwo. W tym najpopularniejszy drink Republiki miał rację – nasza łapczywość na gratisy nie jest zależna od koloru paszportu. Pomodoro wrócił więc do kraju z pustym Herculesem, ale za to pełen nadziei, że jednak dopnie swego i kiedyś będzie miał jeszcze szansę sprawdzić, czy to prawdziwa fryzura, czy jednak peruka zdobi głowę najważniejszego pasażera Air Force One.

Dla serwisu Bezalkoholowe.com z Republiki Bezalkoholowej relacjonował Jan Niewyskokowy